Marzenia i wyobraźnia

Co to?

Moje marzenia nie mają nic wspólnego z dopiero co rozpoczętym rokiem 2003. Są bardziej prozaiczne: chcę, aby wreszcie przestało mrozić! Niech sobie północne i wschodnie wyże idą do diabła, bo mi do końca zimy drzewa na opał nie starczy, a opłaty za prąd pożrą całe moje liche dochody. Jestem nawet w stanie sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby podobne mrozy potrwały jeszcze dwa miesiące, a to przecież wcale nie jest wykluczone. Nie chcę opisywać mojego ewentualnego tragicznego losu, chociaż z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że ludzie w jakiś sposób odpowiedzialni za mój los: a więc rząd i parę szczebli organów samorządowych taką wyobraźnią nie dysponują. Trudno bowiem bogatemu zrozumieć biedaka. Podejrzewam więc chyba słusznie, że w rządzie zasiadają ludzie wyobraźni pozbawieni, bo gdyby ją mieli, chyba nie obciążaliby mnie i wielu mi podobnych (mam na myśli górną warstwę klasy niższej) coraz to nowymi podatkami zakamuflowanymi dla niepoznaki pod różnymi nazwami. Cóż więc takiego ta wyobraźnia?

Dzieciom na przykład z prawidłowo rozwiniętą wyobraźnią już po kilku doświadczeniach w postaci nabitych guzów po spotkaniach z podłogą czy zamkniętymi drzwiami (które powinny być otwarte) w momencie przechodzenia przez ulicę wyobraźnia podpowiada, że nie wolno przechodzić, gdy pędzi po niej samochód, bo spotkanie z nim skończy się co najmniej sporym guzem. Dziecko bez wyobraźni musi przypomnieć sobie, że przebieganie przez jezdnię skończy się prawdopodobnie laniem od ojca, który tego zakazuje. Pod warunkiem, że ojciec będzie to widział. Jeżeli nie, to wykroczenie ujdzie dziecku na sucho. Takie dziecko nie przewiduje możliwości wpadnięcia pod koła samochodu.

W wieku trochę starszym - kiedy młody człowiek z rozwiniętą wyobraźnią siada za kierownicą jest w stanie przewidzieć, co się stanie np. w momencie pęknięcia opony. A przecież to banalne zdarzenie. Może nastąpić w każdej chwili. Można się też poślizgnąć na oblodzonej jezdni biorąc zakręt z nadmierną szybkością i wpaść do rowu, albo w przypadku skrętu w prawo, wpaść pod nadjeżdżający z naprzeciwka samochód. Nie daj Boże prowadzony przez takiego samego, pozbawionego wyobraźni młodego człowieka.

A w zupełnie już dorosłym życiu człowiek bez wyobraźni na przykład na stanowisku ministra zdrowia daje Kasom Chorych dotacje na pierwszy kwartał w wysokości obniżonej o jedną trzecią mówiąc równocześnie, że to musi starczyć na leczenie wszystkich, którzy do przychodni się zgłoszą, a zaoszczędzone pieniądze chowa na potem, czyli na wprowadzenie swojej autorskiej poronionej reformy. Nie zapomina przy tym kupić kilku luksusowych samochodów dla urzędników, którzy tę reformę mają wprowadzać.

... Z pieca spadło

Dlaczego?

Zaryzykuję tu następującą diagnozę. U zupełnie małych dzieci sprawa jest oczywista. Wyobraźnia ich jest w dużej mierze zależna od ilości książeczek, które mama lub tata czytały dziecku na dobranoc, a nawet w ciągu dnia, w każdej wolnej chwili (dziecka i rodzica).

W nieco starszym wieku także przeczytane książki decydują nie tylko o rozwoju wyobraźni, ale także o zainteresowaniach i wyborze tego, co młody człowiek w przyszłym dorosłym życiu chce robić. Ręczę za to, że sławni podróżnicy i odkrywcy, wynalazcy, naukowcy i geniusze, także artyści i wielu innych pasjonatów z różnych dziedzin życia, żywili się w młodości książkami. Nie wzięli się przecież z nikąd. Z oglądania bzdurnych audycji telewizyjnych i filmów - na pewno nie. Już zupełnie dorośli a bez wyobraźni ludzie biorą się stąd, że są niedoukami i uparcie unikają czytania jakichkolwiek opracowań naukowych czy nawet tylko mądrych artykułów w gazetach i czasopismach. Stają się przez to wtórnymi analfabetami nawet w dziedzinach, w których samych siebie uważają za specjalistów. Ponadto wielu z nich jest ludźmi chorymi. Opętanymi żądzą władzy.

Niestety nie ma jeszcze u nas specjalistycznych przychodni, w których leczono by ludzi chorujących na tę przypadłość. A przydałyby się i to z tak zasobną kasą, że każdy pacjent opuszczałby klinikę w pełni wyleczony. Trzeba tu dodać, że niektórzy chorują też na choróbsko, które młodzież nazywa "kasą". Jestem zdania, że prócz oświadczeń majątkowych pewni ludzie na stanowiskach powinni też składać oświadczenia o ilości przeczytanych w ostatnim roku książek. Powinno to być sprawdzane i podawane do publicznej wiadomości.

Apel

Może wydam się człowiekiem staroświeckim nie rozumiejącym nowoczesnych zmian zachodzących we współczesnym świecie. Mylicie się jednak, bo mało mnie znacie. Zupełnie dobrze sobie radzę z wieloma osiągnięciami techniki ostatnich lat. Lepiej niż pewni siebie ludzie w różnym wieku. Rozumiem też teorię Einsteina i wiem co to są "czarne dziury" (czego nie rozumie i nie wie większość ludzi). Ale przez cały dzień, mimo różnych przeszkód i mrozu, wlokę ze sobą jakąś książkę, aby w wolnej chwili ją czytać. Bo każda książka mniej lub bardziej rozwija wyobraźnię. A tego nam ludziom, bez względu na ilość przeżytych lat i stanowisko, naprawdę brakuje.

Marek Teschke

2003.01.15